 |
Forum KOTY.PL
Witamy serdecznie na stronach naszego forum
|
|
Wasze historie z kotami |
| Autor |
Wiadomość |
Alexa
Moderator

Dołączyła: 23 Lip 2008 Posty: 1687 Skąd: Śląsk
|
Wysłany: Pią 16 Paź, 2009
|
|
|
Natalia poszukaj w necie stron studiów weterynaryjnych-Warszawa,Wrocław,nie wiem czy jeszcze w innym mieście sa oprócz tych dwu.Napisz z zapytaniem do nich.
możesz tez napisać na forum krakvetu- www.krakvet.pl/forum tam odpowiada lekarz weterynarii,może Ci podpowie gdzie mogłabyś jeszcze napisać.Zajrzyj też na www.vetopedia.pl tu też odpowiadają weci.Aha -zazmnacz że jest to pytanie do lekarza weterynarii.Pozdrawiam i życzę żebyś znalazła ratunek dla Juniora. |
|
|
| Poziom: 34 HP |
 |
 |
 |
 |
21% |
677/3226 |
|
|
|
|
 |
ikxio
Moderator

Dołączyła: 24 Kwi 2008 Posty: 1543 Skąd: HISZPANIA
|
Wysłany: Sob 17 Paź, 2009
|
|
|
| beatkaaa119922 s takie cywilizowane kraje, ze nawet na wsi koty sa sterylizowane, tu nie chodzi o to czy dajesz im jesc i pic. koty to niestety maszynki do robienia kociat - ja k sa niekastrowane czy niesterylizowane to masz spokojnie kilka jak niekilkanascie kotow rocznie, skoro ich nie ma to znaczy, ze odeszly w ciszy za TM , no coz to Twoje sumienie, nie moje, ale troche szkoda niepotrzebnie meczacych sie kocic i kociakow. |
|
|
| Poziom: 33 HP |
 |
 |
 |
 |
17% |
506/2982 |
|
|
|
|
 |
Saturas
kociaczek Saturas po prostu.

Wiek: 13 Dołączył: 26 Sty 2009 Posty: 57 Skąd: Świętokrzyskie
|
Wysłany: Sob 19 Gru, 2009
|
|
|
Moja kotka, co dzień rano biega po domu poluje na kwiatki, nogi, spodnie. |
|
|
|
 |
magda=)
kociaczek magda=)
Wiek: 16 Dołączyła: 04 Paź 2009 Posty: 151 Skąd: wrocław
|
Wysłany: Wto 22 Gru, 2009
|
|
|
Moje kotki piją wode z choinki, choć w misce mają każdego dnia świerzą. Śmiesznie to wygląda gdy podchodzą do choinki, zanużają głowe i słychać tylko takie Hlip, Hlip:))
Czy im to nie szkodzi?? |
|
|
|
 |
pj_internet
kotek

Wiek: 30 Dołączył: 29 Mar 2010 Posty: 290 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Sob 03 Kwi, 2010 Pierwszy, drugi, trzeci...kot
|
|
|
Pozwolę sobie napisać tu kilka słów o tym, jak zaczęła się moja przygoda z kotami, która trwa nieco ponad dwa lata. Bardzo długo zwlekałem z wzięciem do domu jakiegokolwiek zwierzęcia, wiedząc że będzie to duża odpowiedzialność, dochodziła do tego kwestia częstych wyjazdów za granicę; z czasem jednak moja sytuacja ustabilizowała się na tyle, że postanowiłem zrezygnować z tak częstego kursowania pomiędzy pewnym pięknym ciepłym i słonecznym krajem na południu europy, na rzecz ustatkowania się w Polsce.
Dwa lata temu, na poczatku marca podjęliśmy decyzję z narzeczoną o adopcji kotka. Na pewno nie wchodziło w grę żadne kupowanie kota, bo osobiście jestem temu absolutnie przeciwny i jest to moje zupełnie subiektywne zdanie, wiele osób nie zgadza się ze mną, jednakże uważałem zawsze że jest zbyt wiele cierpiących zwierząt w schroniskach, których nikt nie chce, żeby móc pozwolić sobie na rozród i sprzedaż kotów rasowych. Z tego też powodu nie chodzę nigdy na wystawy kotów, dla mnie jest to zbyt duży kontrast pomiędzy tymi wypielęgnowanymi kotami na wystawach, a tymi niechcianymi w schroniskach.
Zadzwoniłem do schroniska aby dowiedzieć się jak i kiedy mozna przyjechać, następnego dnia wyposażeni w koszyk i kocyk pojechaliśmy do schroniska czując że dzieje się coś na prawdę ważnego, że zdecydowaliśmy się wreszcie na to czego od dawna chcieliśmy. Cała nasza wizyta w schronisku to był jeden wielki ból, do dziś widzę te oczy tych biednych psów w klatkach, liczących że ich się zabierze...
My jednak przyszliśmy po kota, w boksach było ich na pierwszy rzut oka kilkanaście, wszystkie dorosłe. Wtedy szliśmy z nastawieniem wzięcia kota małego, dziś nie uważam jednak że to by było konieczne, bo mały kotek ma większą szansę bycia wziętym, niż dorosły, dlatego kolejny kot którego weźmiemy będzie dorosły. Wracając do głównego wątku - szybko zjawiła się koło nas wolontariuszka, młoda miła dziewczyna, która zapytała czy jesteśmy zdecydowani adoptować kotka, po czym zapytała czy to nasz pierwszy kot będzie; potem zniknęła na chwilkę w boksie i wróciła trzymając w ręku...no właśnie, coś kotopodobnego, a mianowicie małą białoczarną koteczkę, przerażoną nieprawdopodobnie, z brudnym posklejanym futerkiem, zaropiałymi oczkami, umazaną we własnych odchodach, gdyż koteczka miała rozwolnienie... Okazało się że kilka dni wczesniej została przywieziona do schroniska w nocy przez eko-patrol, odebrana z interwencji. Przyznam że do tej pory pamiętam swoje pierwsze wrażenie i myśl - chyba nie podołamy, przecież ona jest w fatalnym stanie... Wolontariuszka jakby czytając mi w myślach powiedziała że ona na pewno z nami będzie szczęśliwsza niż tu, po czym powiedziałem tak, bierzemy koteczkę. Formalności trwały jeszcze około godziny, schroniskowy weterynarz obejrzał koteczkę, zrobił jej zastrzyk, przy czym miauknęła głośno pierwszy i jedyny raz, bo kotka okazła się być prawie nie miaucząca, do tej pory bardzo rzadko miauczy; pamietam że powiedzał wtedy że kotka dojdzie do siebie, jest zdrowa ale strasznie zaniedbana. W drodze do domu narobiła jeszcze w tym koszyczku kilka razy, trzeba było ją umyć w domu. Koteczka od tamtego czasu zmieniła się nie do poznania, wyrosła na śliczną delikatną kotkę (zdjęcia Maluszki wkleiłem do Albumu), bardzo kochaną pieszczochę, która śpi z nami w łóżku co noc, zajmując często moją poduszkę Gdy wzieliśmy kotkę miała około 2 miesięcy, jednakże trauma z wczesnego dzieciństwa została jej do dziś - boi się wszystkich poza nami dwojgiem, ktokolwiek przyjdzie w odwiedziny Maluszka wita go schowana za szafą lub pod łóżkiem i siedzi tam do czasu wyjścia gościa. Tak to wyglada że każdy wie że mamy taką kotką, jednakże nikt jej nie widział... Pozostał jej także strach przed butami, jako że musiała być kopana jako kocię, bo w pierwszych dniach pobytu z nami panicznie bała się nóg w butach, kuliła się jakby przed uderzeniem. Nadal jest bardzo strachliwa, mimo że otoczona miłością i nam ufa bezgranicznie.
Kilka tygodni po wzięciu Maluszki postanowiliśmy pójść za ciosem i po otrzymaniu informacji że znajomi znaleźli malutką koteczkę i szukają dla niej domu zdecydowaliśmy się sprawić naszej kotce koleżankę, jako że była jeszcze mała, a to najlepszy okres by koty się zaprzyjaźniły. Coprawda po wizycie z najnowszą koteczką u weterynarza okazało się, że nasza mała Balbinka ma malutkie jeszcze nie wykształcone zwisające co-nieco i jest kotkiem Maluszkę i Balbiego związało bardzo silne uczucie, które przejawia się w jedzeniu i piciu ze wspólnej miseczki, wspólnym spaniu, wylizywaniu się wszędzie, nawet w uszkach, co jest najwyższym stopniem kociej miłości wobec siebie. Mają nawet wspólną dużą kuwetę, do której wchodzą razem, szczególnie po zmianie żwirku na świeży wskakują do niej razem i na raz dwa trzy siusiają razem tak jak wtedy, gdy były malutkie.
Od blisko roku dołączyła do nich także kotka Cicia, której nikt nie chciał uratować z ulicy, po tym jak została wyrzucona z domu. Cicia ma zupełnie inne maniery i przyzwyczajenia od Maluszki i Balbiego, niestety nie toleruje ich zbytnio i nie żyją ze sobą w pełnej zgodzie. Na szczęście obydwie kotki są już wysterylizowane, a kot wykastrowany, więc do walk nie dochodzi. |
|
|
|
 |
|
|
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Nie możesz ściągać załączników na tym forum
|
Dodaj temat do Ulubionych Wersja do druku
|
|